czwartek, 10 stycznia 2013

cień za oknem  śpiewa
 kołysankę o zamorzu zagórach i zalasach
drapie kosmata myśl natrętnie zwoje mózgowe
błąka się uśmiechem smutnym
gdzieś w przestrzeni twarzoczaszki
na ławce płacze ona
obojętnie odszedł on
potem pił i bił żonę
jakąś, raczej swoją
i dzieci też miał
co płakały samotnie
na  ławce
pod czyimś oknem
kto patrzył ślepy jak kret i pisał wiersze?
ten sam cyrk
te same kości wybieleją od słońca
 te same ciała zeżre czas
te same oczy zgasną
wszędzie widzę trupy.

TRZYTYSIĄCECZTERYSTADZIEWIĘĆ



3409
oczekujących, najniepotrzebniejszych,
wiszących w powietrzu wyrzutów sumienia;
na poźniej,
na za chwilę,
za parę lat.
list miłosny,praca, wycieczka wygrana w sposób magiczny.
jak smutno im musi być w tej skrzynkowej trumnie?
nigdy nie otwarte, nie przeżute,
bezodwagowo zepchnięte na margines,
najzupełniej w świecie,
nieodebrane maile.